Temat: Wasze sposoby na odchudzanie ?

Od dwóch lat próbuję zrzucić kilka kg i cm, ale to była walka z wiatrakami (teraz nawet przytyłam) , zawzięłam się dwa tygodnie , a potem odpuściłam zaczęłam biegać,ale nadeszła zima i nic z tego. Teraz po nowym roku zauważyłam, że się opuściłam. Od dawna jem zdrowo (żadnych fastfoodów, gazowanych, tylko woda herbaty, nie jem tłusto, unikam smażonego, nie słodzę) ,ale nie wiem co robię źle że mi się to nie udaje, mam 16 lat i jedni mówią że nastolatki powinny jeść ok 2500 kcal O.o , mi się to wydaje za dużżżo i myślę,że gdybym tyle jadła ważyłabym tonę więc jem około 1600 i nie wiem czy robię dobrze. mój przykładowy dzień
7.20 2 kanapki z ciemnego chleba twaróg, szynka, ogórek
12.00 jabłko lub banan
14.30 mrożone warzywa , ciemny ryż lub kasza kus kus
16.30 płatki musli, zwykłe, lub owoc albo 2 marchewki,lub własny kisiel
18.30 płatki, jabłko z marchewką
teraz ćwiczę 30 day shred 6 dzień + 4 wf + codziennie godzina rowerku
 ale się rozpisałam :)
Jak byłam  w twoim wieku ważyłam 65kg...Też mnie to przerażało...cudowałam z dietami itd
Ale jakoś później odpuściłam ....i jak odpuściłam zaczęłam chudnąć...i schudłam do 59 kg...
Teraz ważę 55...
Zrobiłam sobie operację odcięcie ryja od lodówki plus ćwiczenia ...czasem sobie odpuszczę ale na pewno nigdy nie zdecyduję się na jakieś bzdurne liczenia kalorii i diety bo to bez sensu
Wystarczy znać umiar i tyle
tak próbowałam tego przez jakieś 4 msc, nie liczyłam kcal, też starałam się zachować umiar bo nie można przez całe życie liczyć tego gó*wna i przytyłam 3 kg, ehh

KaKaKa23 napisał(a):

Jak byłam  w twoim wieku ważyłam 65kg...Też mnie to przerażało...cudowałam z dietami itdAle jakoś później odpuściłam ....i jak odpuściłam zaczęłam chudnąć...i schudłam do 59 kg...Teraz ważę 55...Zrobiłam sobie operację odcięcie ryja od lodówki plus ćwiczenia ...czasem sobie odpuszczę ale na pewno nigdy nie zdecyduję się na jakieś bzdurne liczenia kalorii i diety bo to bez sensuWystarczy znać umiar i tyle

haha, "operacja na odcięcie ryja od lodówki"  ! Najefektywniejsza i najtańsza operacja ;-) 
Pasek wagi
cosik kitujesz jakbyś tyle cwiczyła i jadła co piszesz to jest to ok -1000 kcal na dzień a przy takim bilansie to nie ma dupy zeby nie chudnąć chyba ze jakiś urok ktoś na ciebie rzucił ale to juz inna bajka 
Pasek wagi
jak liczyłam sobie na oko to wychodziło 1500-1600 . I nic się nie działo
Wiem, że może nie na temat, ale chciałabym, żeby dotarło do jak największej liczby osób :) 
Dziewczyny jeśli macie jakikolwiek problem z wagą to przeczytajcie moją historię, niech się na coś przyda moje doświadczenie anoreksji. Odchudzałam się odkąd pamiętam. Zazwyczaj były to super-niskokaloryczne diety, po których szybko wracałam do wagi, często z nawiązką. Wychodząc z założenia, że im mniej kalorii tym lepiej stosowałam dietę Dukana, głodówki, 3-dniowe monodiety oczyszczające, MasterCleanse, po której wylądowałam w szpitalu i wiele, wiele innych bliżej nienazwanych diet. Zbyt restrykcyjne ograniczenia powodowały, że po osiągnięciu zamierzonego celu wracałam do starych nawyków, a czasem przerywałam jeszcze nie zrzuciwszy zbędnych kilogramów i rzucałam się na jedzenie. Nigdy też nie myślałam o sobie w kategorii anorektyczki, przecież kochałam jeść (nadal kocham) i potrafiłam z dnia na dzień rzucić wszystko i nażreć się jak nie powiem kto. Ale po jakichś 7 latach życia w stylu nieustannego odchudzania się i tycia zrozumiałam, że to choroba.


Na całe szczęście, człowiek uczy się na błędach. Tak też było ze mną. Poszłam po rozum do głowy i zasięgnęłam wiedzy to tu to tam i najrozsądniejsza wydała mi się dieta strukturalna. Jednak portfel biednej studentki nie pozostawiał złudzeń... Ale i tutaj udało się znaleźć rozwiązanie. W rezultacie, po zmianach jakie wprowadziłam w swojej codziennej diecie jestem już blisko celu (chcę ważyć 54 kg przy 172 cm wzrostu – wiem może się wydać za mało, ale taką mam budowę, że po prostu wyglądam na ciężką przy 58;) a chce wyglądać szczupło). Ale już teraz nie waga jest dla mnie najważniejsza – dla mnie już teraz liczy się to jak zmieniło się moje myślenie, podejście nie tylko do jedzenia ale i życia. Pamiętam jeszcze nieustanne wahania nastroju, depresję i obsesyjne myślenie o jedzeniu. Teraz nie patrzę już na świat tak jak wtedy. Może to zabrzmi jak tania reklama, ale nigdy nie miałam tyle energii co teraz. I moje włosy i skóra nigdy nie były w takiej kondycji!

Jeśli ktoś chciałby mojej porady to piszcie, postaram się pomóc na ile tylko będę mogła. Sama otarłam się w swoim życiu o anoreksję i wiem, że to nie takie proste, jak się innym, zdrowym ludziom wydaje: zacznij jeść i po kłopocie. W moim przypadku walka wyglądała podobnie – rodzina i najbliżsi narzekali i ciągle rzucali: czemu nie jesz? Wyglądasz jak anorektyczka (wszystkie tego typu pochodne pytania i docinki). Wtedy wydawało mi się, że określenie kościotrup to komplement, a w rzeczywistości to wmawiałam sobie, że się cieszę z takich określeń. Nikt mi tak naprawdę nie pomógł. Sama wychodziłam z tego i to kilka razy, ale ostatecznie to chyba tylko dzięki temu, że większą obsesję miałam na punkcie swoich włosów – kiedy w największym okresie wychudzenia straciłam już połowę (bo wychodziły mi garściami) to zaczęło się we mnie coś kruszyć. Potem powoli wracałam do żywych, kiedy wróciły kilogramy (a włosy już nie) to znów waga nie dawała mi spokoju, ale troszeczkę już życie mnie nauczyło i nie zamierzam wpadać w to błędne koło. Wiem, że w takim wypadku najważniejsze jest wsparcie. Więc jeśli chcecie to bez wahania piszcie, nawet jeśli chcecie pogadać o problemach. Mój mail: koklajlowa.sila@op.pl


Jeśli jednak ktoś chciałby jedynie dowiedzieć się jak mniej więcej wygląda mój jadłospis to tak w skrócie o diecie „tanie, ale zdrowe odchudzanie” (dieta może nie autorska, bo nieco strukturalna, ale dostosowana do, jak już pisałam, mojego biednego portfela). Tak naprawdę jedyną inwestycją w dietę było zakupienie migdałów, żurawiny, sezamu, słonecznika, daktyli, suszonych moreli, siemienia lnianego, orzechów, otrębów różnej maści, płatków owsianych i miodu – od tego tak właściwie zaczęłam swoje zmiany. Może jestem kiepska w matematyce, ale liczenie kalorii zawsze przychodziło mi z niezwykłą łatwością i było przez długi czasu moją obsesją. Teraz czasem zdarza mi się złapać na myśleniu, że może za dużo jem, ale moja spadająca waga mnie tego myślenia coraz skuteczniej oducza;). Na całe szczęście mogę sobie pozwolić na ilości jedzenia, które nikomu nie kojarzą się z dietą, bo czasem moja wielka micha sałaty z wędzonym łososiem, sosem koperkowym, jajkami pomidorami jest dla mnie nie do przejścia (chociaż należę do osób, które potrafią się obżerać nawet jak już mają pełny żołądek).

Może wreszcie przejdę do sedna i powiem co jadam;) Przede wszystkim nie jem makaronu, ziemniaków i chleba (żadnego, pełnoziarnistego, czy chrupkiego pieczywa też). Ale nie jest to takie trudne jak mogłoby się wydawać. Zastąpiłam chleb, uwaga! - Kapustą pekińską – prawie w ogóle nie ma kalorii, ani jakiegoś dominującego smaku, a jeśli masz ochotę na kanapkę z serkiem i pomidorem to dostarczasz składników odżywczych z serka i pomidora, obniżasz kaloryczność i jednocześnie czujesz się najedzony, bo objętościowo zjadasz więcej:). Oczywiście zrezygnowałam ze smażenia mięs czy ryb na rzecz pieczenia – i zachodu mniej, bo nie musisz stać nad patelnią, a danie równie dobrze smakuje pieczone w piekarniku:) Obowiązkowo jadam śniadania, które u mnie zazwyczaj składają się z koktajlu (200 ml jogurtu, albo kefiru, do tego wmiksowuję banan, albo jabłko, albo jakieś inne owoce, które mam pod ręką, zazwyczaj jednak jabłka bo są tanie;), potem dodaję łyżeczkę miodu, łyżeczkę zarodków pszennych a po zmiksowaniu dodaję łyżeczkę płatków owsianych). Żeby było zdrowo do każdego posiłku ( a jadam 3-4 posiłki w zależności od dnia, co wiąże się z przebywaniem na uczelni i pracą) wrzucam to co zainwestowałam w dietę, wszystko na zasadzie jedna łyżeczka dziennie, czyli w jednym dniu zjadam po łyżeczce: zmielonych migdałów, sezamu, pokrojonej żurawiny, słonecznika, pokrojonej suszoną morele, siemienia lnianego, orzechów (również mielonych), otrębów różnej maści. Tak jak mówiłam – organizm odwdzięczy się Wam i to szybko - skóra, włosy i paznokcie na medal!

W Twoim wieku najbezpieczniej ograniczyć bardzo mocno węglowodany - chleb, makarony, kasze, płatki, ryż, słodkie jogurty. Zamiast tego mięso ryby i tłuszcze - sery, śmietana, masło, oleje, pestki, orzechy z umiarem. Powinno powstrzymać wagę, a już na pewno poprawi samopoczucie.
to co waszym zdaniem powinnam brać do szkoły ? Teraz jest zima i nie jest to okres na warzywa czy owoce. a na obiad co jeść ? Nie chcę się  dzielić tą  "dietą" z rodzicami ,bo oni uwarzają ,że to bzdura.
Świetne zimowe warzywo - kapusta (świeża i kiszona), brokuły, kalafior. Na obiad to co zwykle, ale zamiast ziemniaków czy ryżu lepiej dołożyć innych składników i dodać jakiegoś sosu, śmietany, majonezu dobrej jakości, masła. Jeżeli nie zastąpi się węglowodanów czymś innym - będziesz głodna. Pomyśle też o rybach - w puszce np. często sa niezłe (np. makrela w sosie pomidorowym). Ja uwielbiam śledzie ze śmietaną, posypane jakimiś pestkami, do tego warzywa (papryka, ogorki - co mam akurat pod ręką). Poecam stronkę dietdoctor.com - podszkolisz język i dowiesz się wszystkiego u źródła. Jest też wiele filmików na youtube - podane na stronie.

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.